Linia Nocna – Znikam na chwilę (recenzja)

„Nowy polski duet Linia Nocna zaprezentował debiutancki singiel. Posłuchajcie go już teraz, zanim zrobi się o nich głośno”. Nie żebym się chwalił, ale miałem do nich nosa! Zresztą nietrudno było przewidzieć, że ten duet odniesie sukces. Doskonale pamiętam moment, w którym debiutancki singiel Linii Nocnej ujrzał światło dzienne. Pamiętam, jak stojąc później na przystanku słuchałem go na telefonie i zapętlałem niezliczoną ilość razy. Gdyby nie pora dnia, okoliczności idealnie korespondowałyby z nazwą duetu.

Singiel Znikam na chwilę mógł być jednym z wielu utworów utrzymanych w klimacie muzyki elektronicznej, coraz popularniejszej wśród młodych polskich twórców. Jest w nim jednak coś oryginalnego, co odróżnia go od innych tego typu utworów. Siła tkwi w prostocie. Zwróćmy uwagę, że w pierwszej zwrotce występują tylko trzy elementy: zaczyna się od niepozornego „plumkania”, potem dochodzi najprostszy możliwy beat, a całości dopełnia delikatny wokal Moniki Mimi Wydrzyńskiej. Ten singiel po prostu przykuł uwagę. Debiutancki singiel jest jeszcze ważniejszy niż debiutancka płyta, bo to przecież on jest zaczynem, i to on wpływa na decyzję słuchacza, czy sięgnie po cały album.

Linię Nocną tworzy dwoje młodych artystów: Monika Mimi Wydrzyńska (wokal, teksty) i Mikołaj Trybulec (muzyka, produkcja). Spotkali się dwa lata temu, aby teraz, w 2018 roku wydać swój debiutancki album – efekt ich współpracy i przyjaźni. Niech to zabrzmi banalnie, ale tę przyjaźń naprawdę słychać na tej płycie. Intryguje też nazwa duetu, bardzo prosta i oryginalna zarazem, idealnie pasuje do klimatu wszystkich piosenek.

Drugim singlem Linii Nocnej był utwór W moim ogrodzie (Ogrodu serce), który w latach 80. nagrał zespół DAAB. Cover utworu powstał pierwotnie na potrzeby programu telewizyjnego TVP3 Warszawa, w którym debiutujący artyści biorą na warsztat kultowe polskie piosenki. Tym sposobem powstało Ogrodu serce w nowej, elektronicznej odsłonie, którą Linia Nocna nagrała ostatecznie w wersji studyjnej. Kiedyś powiedziałbym, że takich utworów się nie przerabia, bo nie ma szans, żeby jakakolwiek przeróbka im dorównała. Ale ostatnimi czasy mamy coraz więcej dowodów na to, że unowocześnionych wersji starych przebojów nie powstydziliby się nawet ich oryginalni wykonawcy. Warunkiem takich przeróbek jest kreatywność; nadanie im nowego życia w sposób przemyślany i profesjonalny – tak też było w przypadku Linii Nocnej. Cover W moim ogrodzie przekonał mnie do siebie – chyba tak jak w przypadku pierwszego singla – pewną subtelnością przekazu. Wrażenie podczas odsłuchu jest takie, jakby wokalistka po prostu płynęła z prądem i śpiewała. Początkowo przeszkadzał mi elektronicznie zmieniony głos na początku i na końcu utworu, ale później złapałem się na tym, że właśnie te fragmenty najbardziej zapadły mi w pamięć.

Trzecim singlem został utwór Nad Wisłą, w którym gościnnie słyszymy Kubę Sienkiewicza z Elektrycznych Gitar. Tutaj pora na wyróżnienie Mikołaja Trybulca, któremu doskonale udało się wplecenie refrenu piosenki Jestem z miasta między partie Moniki. Ma chłopak smykałkę do tworzenia muzyki. Wystarczy posłuchać utworu Tak jak my (z gościnnym udziałem Buslava). W muzyce dzieje się tam bardzo dużo, ale wszystko zadziwiająco doskonale współgra. Tak samo jak współgrają głosy Mimi i Buslava. Dzieło.

To się rzadko zdarza, ale pozostałe utwory zrobiły na mnie równie wielkie wrażenie. Początek piosenki Na jeden dzień kojarzy mi się z Krzyżówką dnia, moją ulubioną piosenką Brodki. W refrenie, Na jeden dzień przeradza się w pełną energii, radosną piosenkę. Jest jeszcze zmysłowo-elektroniczny utwór To błąd – niesamowicie intrygujący. Z łatwością wyobrażam sobie ludzi chłonących ten utwór na koncercie. Moim jedynym zastrzeżeniem jest piosenka Gdzie jestem ja – zbyt wiele tam natarczywej elektroniki, która dominuje nad głosem wokalistki.

Utworem, w którym do reszty się zakochałem jest Plan. Niewiele mi do szczęścia potrzeba. Sam wokal Moniki Mimi z akompaniamentem fortepianu wystarczają i wywołują we mnie takie emocje, o jakie bym się nawet nie podejrzewał. Siła tkwi w prostocie. Powtarzam się, ale to nic. Słowa tej piosenki są wspaniałe. W s p a n i a ł e. Mimo, że przekaz jest smutny. Ale może właśnie w tym jest sekret. W podobnym klimacie została utrzymana nastrojowa kompozycja W Tobie tonę. Dynamika pod koniec utworu, od piano do forte, zasługuje na medal. Nie mogę też nie wspomnieć o wyjątkowym Intro (Zachodźże słoneczko). Wokalowi Moniki towarzyszy delikatny podkład muzyczny, odgłosy mew i strzelających z ogniska iskier.

Jeśli tak wygląda debiut Linii Nocnej, to aż strach pomyśleć co będzie dalej. Znikam na chwilę to jeden z najlepszych albumów muzycznych w swoim gatunku. Monika, Mikołaj – wielkie dzięki za ten materiał!

Autor recenzji: Jonatan Paszkiewicz

Reklamy